Świadectwo z rekolekcji - Dialog małżeński 2009r.
Świadectwo z rekolekcji - Dialog małżeński”
Świadectwo I
W Domowym Kościele jesteśmy od 8 lat. Pierwsze rekolekcje na które pojechaliśmy był to właśnie „Dialog małżeński” organizowany w Wiśniowej. Moderatorem tych rekolekcji był ks. Marek Kasperkiewicz, parą prowadzącą Renata i Jurek Ptakowie. To oni starali się nam wytłumaczyć, że kobieta i mężczyzna to zupełnie przeciwstawne bieguny. To dzięki Duchowi Świętemu, który był obecny zrozumieliśmy się lepiej z mężem. Ja (Justyna) po tych rekolekcjach już wiem, że mój mąż nie domyśli się co ja chcę, jeśli mu o tym nie powiem. Natomiast do mnie (Bogdan) dotarło, że do kobiety to tak naprawdę nie zawsze jest ważne co się mówi tylko ważne jest jak się mówi.
Od tego czasu, tzn czasu tych rekolekcji, w naszym małżeństwie znacznie się poprawiło. Wstyd się przyznać, ale jednak, przed tymi rekolekcjami bywały u nas „ciche dni”. Dzięki Bogu teraz już ich nie ma. Mówimy sobie otwarcie o wszystkich sprawach i dzięki temu poznajemy się ciągle na nowo. Nie znaczy to jednak że nie zawsze się ze sobą zgadzamy, bo nie. Na pewne tematy mamy odmienne zdania i wtedy staramy się zrozumieć stanowisko współmałżonka, przedstawić swoje i znaleźć jakiś kompromis. Sami wiecie że nie zawsze jest to proste ale zawsze w takiej sytuacji pomaga nam obecności na dialogu tej trzeciej osoby – Chrystusa. W trudnej sytuacji krótkie spojrzenie na symbolizującą Go świece potrafi w jednej chwili „zmiękczyć” stanowisko i wtedy łatwiej jest znaleźć rozwiązanie tak aby żadna ze stron nie czuła się „przegrana”. Dialog małżeński jest dla nas również swoista szkołą pokory bo często nie jest tak jak jedno z nas sobie wymyśli. Tu dowiadujemy się, że to co jest dobre dla jednego z nas niekoniecznie odpowiada współmałżonkowi. Trzeba wówczas znaleźć rozwiązanie które będzie dobre dla Nas. Nie jest to łatwe bo przecież każdy z nas pochodzi z innych środowisk, innego domu. Kiedyś na dialogu zastanawialiśmy się nad tym co mamy wspólnego (oprócz małżeństwa, dzieci, domu). Okazało się, że w zasadzie nic. Jesteśmy zupełnie różni, a nawet niektórych zagadnieniach skrajnie różni, np. sposób spędzania wolnego czasu jedno potrzebuje ruchu, a drugie lubi w wolnej chwili poczytać. I tak jest w naszym małżeństwie z większością spraw. Ważnym dla nas było uświadomienie sobie tych różnice. A później to już jest łatwizna wystarczy tylko o nich pamiętać.
Od jakiegoś czasu w nasze dialogi wprowadzamy „wspomagacze”. Takim wspomagaczem od roku jest książka Ewy i Marka Stadtmüller pt. „Wspólne życie – wspólna świętość” Zawarte w niej pytanie i tematy do przemyśleń pozwalają nam na jeszcze lepsze poznanie się. Zastanawiamy się jak jest na naszym życiu, co możemy zrobić by było lepiej, aby pewne relacje i zachowania zmienić inne ubogacić.
Oczywiście po przeczytaniu tego świadectwa wydawać by się mogło, że jesteśmy szczęściarzami i nasze dialogi przebiegają w miłej atmosferze i sielankowo (szczęściarzami faktycznie jesteśmy bo Dobry Bóg w odpowiednim czasie pchnął nas do Domowego Kościoła). Niestety było i tak, że nasze dialogi kończyły się łzami lub były niedokończone. Wydawać by się mogło, że dialog zamiast rozwiązać sprawę jeszcze bardziej ją zaognił. Na początku faktycznie też tak myśleliśmy. Natomiast teraz z perspektywy czasu wiemy, że ten niby „nieudany” dialog tak naprawdę był impulsem do znalezienia wspólnego rozwiązania sprawy. Teraz już wiemy, że nie ma dialogów „nieudanych” po prostu nie zawsze jeszcze jesteśmy gotowi na jakieś rozwiązanie lub po prostu nie chcemy go przyjąć.
Justyna i Bogdan Pacek