Świadectwo z rekolekcji małżeńskich w Wiśniowej
Jesteśmy małżeństwem z 27-letnim stażem. Kiedy w naszej parafii zaproszono chętnych do powstającego Domowego Kościoła, zgłosiliśmy się, choć nie przeżywaliśmy, na szczęście, kryzysu małżeńskiego. Pragnęłam aby pogłębić duchowość wspólnie z mężem, w środowisku religijnym.
Na rekolekcje w dniach 30.4-3.5.2004 zapisaliśmy się z mieszanymi uczuciami. Była w nas nadzieja, ale i obawy, czy nie jesteśmy już za starzy, bo mamy dzieci pełnoletnie, a ponadto odwykliśmy od gwaru dziecięcego.
Muszę nadmienić, że jesteśmy dobrym małżeństwem, okazującym sobie na co dzień życzliwość i objawy czułości. Dlatego wzajemne złośliwości słowne, które pojawiły się w ostatnim tygodniu przed wyjazdem kojarzyłam raczej jako efekt zmęczenia nadmiarem obowiązków, stresem. Były to np. krytyczne uwagi męża, na które ja rewanżowałam się podobnie. I choć pojawiały się sporadycznie w przeciągu dnia, to kumulując się, napełniały mnie rozgoryczeniem, oddalały nas od siebie.
Stwierdziłam: dość. Potrzebowałam spowiedzi, tym bardziej, że zbliżała się pierwsza sobota miesiąca. Tymczasem praca i przygotowania do wyjazdu uniemożliwiały zrobienie solidnego rachunku sumienia. Wyjechaliśmy, usprawiedliwiając się, że od ostatniej spowiedzi w zasadzie nie mamy konkretnych grzechów na sumieniu, że jeszcze nie jest niezbędna.
Nie zrozumieliśmy, że wszystko to było podstępnym działaniem szatana, który usiłował nas skłócić, nie dopuścić do zebrania owoców rekolekcji.
W ośrodku rekolekcyjnym zastaliśmy wspaniałą atmosferę, osobny, 2-osobowy pokoik sprzyjający intymności, przy tym pouczające katechezy, umacniające świadectwa relacji małżeńskich i rodzinnych dawane w grupach, codzienna Msza Święta i Komunia Św.-wszystko to sprawiało wiele radości, wnosiło uspokojenie. Tylko że my byliśmy niby razem, ale faktycznie obok siebie, chłodno.
Coś się zacięło, faktycznie bez powodu.
Żal ściskał mi serce, bo okoliczności sprzyjały zbliżeniu nas, a my tkwiliśmy, jak oddzieleni murem. Ale niestety nie potrafiłam się przełamać. W mężu działo się to samo, jak później przyznał.
Mijał drugi dzień pobytu. Zaczęłam uzmysławiać sobie, że z tego stanu może wyrwać mnie spowiedź. Była taka możliwość, bo na miejscu był kapłan. Ale brakło czasu. Zajęcia goniły zajęcia i tak nastał wieczór i dialog małżeński w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem. Poprowadzony w sposób cudowny przez parę animatorów powinien był " rozkleić" nas zupełnie. A w nas dalej uparcie coś tkwiło. Byłam już pewna ,że to działanie szatana. Nawet w obliczu Najświętszego Sakramentu hamował życzliwość w naszych wypowiedziach.
Mieliśmy podziękować na głos Chrystusowi za najlepszą cechę naszego współmałżonka, a ja choć na co dzień to robiłam teraz miałam trudności z wypowiedzeniem pochwały. Wręcz toczyła się we mnie walka. Błagałam Jezusa o pomoc. Łzy w oczach, zaciskające się gardło. W efekcie padły nasze suche zdania, wymuszone (z) obowiązku.
W takim stanie wróciliśmy do pokoju. Osobne pacierze, osobne łóżka. Męczące sny, na przemian z bezsennością. Nawet duszność. W sumie koszmar.
Dwadzieścia minut do naszej nocnej adoracji Najświętszego Sakramentu rozbudzony Piotr zobaczył moje fatalne samopoczucie. Wreszcie usłyszałam jego słowa: Dość tego. Ogoniasty przesadził.
Dał mi lekarstwo i ....przytulił. Wreszcie. Zeszliśmy do kaplicy. Klęczeliśmy przed Hostią Przenajświętszą. Sami, we dwoje. Tylko my i On. Zwycięski Pan Świata na wyciągnięcie ręki.
-Panie, Tobie wszystko powierzam, nas nasze rodziny...- płynie modlitwa indywidualna. Piotr pyta, czy pomodlimy się razem. Nareszcie. Nareszcie w jedności przed Chrystusem.
On naprawdę zwyciężył. Chwała Panu.
Reszta dni rekolekcyjnych minęła jak w przedsionku do nieba.
P.S.
Po powrocie z rekolekcji pierwsze nasze kroki, z potrzeby ducha, skierowały nas do spowiedzi. I to spowiedzi z całego życia.
Po powrocie zauważyliśmy widoczne znaki naszej przemiany duchowej, objawiające się w pozornie drobnych sprawach, np. przez rezygnację z oglądania mało wartościowych seriali, wyłączanie telewizora, który dotąd pracował “na okrągło”, codzienny wspólny pacierz i to z zapraszaniem przez męża, który dotychczas wolał modlitwę indywidualną , itp., a przede wszystkim potrzeba Eucharystii.
Radość rozsadza nam serca. Chcemy świadczyć o owocach rekolekcji. Zachęcamy do rekolekcji małżeńskich wszystkich, którzy stają na naszej drodze.
Ciebie też.
......i jeszcze coś. Naprawdę obecność 25 dzieciaków nie była uciążliwa, a wręcz przeciwnie. Cierpliwość i spokój, jaki emanował od ich rodziców dawał świadectwo wzajemnych relacji miłości w dużo większym stopniu, niż słowne deklaracje.
Chwała Panu.
Elżbieta z Piotrem
Członkowie Domowego Kościoła
przy parafii p.w. Matki Bożej Różańcowej
Na Piaskach Nowych w Krakowie