Świadectwo z rekolekcji tematycznych "Rodzina wspólnotą wyzwalającą" w Wiśniowej


Rekolekcje w Wiśniowej były dla nas czasem ogromnej radości. Temat „Rodzina wspólnotą wyzwalającą” był bardzo aktualny dla naszego małżeństwa - jeśli chodzi o wyzwolenie z lęków, zwłaszcza o zdrowie naszych dzieci. Po przeżyciach jakie mieliśmy zostało mnóstwo strachu, które chcemy aby Jezus zabrał.

Najpierw zmarł nasz syn - żył 7 dni (był wcześniakiem). Niedługo potem rozchorował się nasz drugi syn - zapalenie płuc (ropniak opłucnej). Przez 15 dni wysoko gorączkował, podejrzewano zakażenie całego organizmu. Brane antybiotyki nie skutkowały, stan się nie poprawiał. W końcu zdecydowaliśmy też o zmianie szpitala. W tym czasie mnóstwo ludzi się za nas modliło. I Bóg sprawił cud. Temperatura się obniżyła, odstawiono lekarstwa. Wyjeżdżaliśmy ze szpitala z poprawą ale Jakub nie był jeszcze całkiem zdrowy (stan podgorączkowy no i torbiele w płucach). Mieliśmy natychmiast wracać gdyby gorączka się podwyższyła i wtedy nie ma wyjścia trzeba otwierać klatkę piersiową. Na kontrolę mieliśmy stawić się za 4 tygodnie. Kiedy po tym czasie lekarz zobaczył zdjęcie płuc stwierdził, że są idealnie zdrowe, nie ma żadnych nawet zrostów. Rok później, na kontroli w szpitalu powiedział, że chłopiec został cudownie uzdrowiony.

Rekolekcje w Wiśniowej, pozwoliły nam powierzyć Bogu te nasze lęki i radować się Jego obecnością we wspólnocie. Ogromnym doświadczeniem Bożej Miłości była nasza adoracja przed Najświętszym Sakramentem. Konferencje, prowadzone przez księdza Mirosława, słuchało się z wielkim zainteresowaniem i dawały dużo do myślenia. Ksiądz poprowadził nas poprzez problemy dotyczące lęku, zniewoleń we współczesnym świecie, do Bożej miłości w nas, która ma prowadzić do służby drugiemu człowiekowi. Sama osoba księdza była świadectwem Bożej wiary i miłości. Świetna organizacja rekolekcji (nie przeładowanie programu - dużo małych dzieci na rekolekcjach), pozwalały na pogłębianie wspólnoty, poznawanie ludzi i ubogacanie się ich świadectwem życia z Jezusem, a także na wspólny wypoczynek.

Jesteśmy Bogu bardzo wdzięczni, że pozwolił nam przeżyć te rekolekcje i doświadczyć jego miłości.

Iwona i Marcin z Kielc


Dobremu Bogu dziękujemy za błogosławiony czas świętych rekolekcji w Wiśniowej. Właściwie od dnia narodzin naszego najmłodszego syna - Wojtka, w styczniu tego roku, czekaliśmy na ten wyjazd, i to nie tyle ze względu na temat „Rodzina wspólnotą wyzwalającą”, który był dla nas dość zagadkowy, ile ze względu na możliwość, a nawet można powiedzieć KOMFORT codziennego czasu SAM NA SAM z Panem Bogiem w Namiocie Spotkania (rodzice małych dzieci wiedzą o co nam chodzi :)).

Już pierwszego dnia zorientowaliśmy się, że rekolekcje, choć są bez wątpienia czasem działania łaski Bożej, to bez naszego „wystawiania się na słońce” - jak mawiał nasz moderator ksiądz Mirosław - owoców nie będzie.
Może to zabrzmi dziwnie, ale przyjeżdżaliśmy na rekolekcje z przeświadczeniem, że niestety, ale niewiele będziemy mogli z nich zaczerpnąć. Mając już pewne doświadczenia wyjazdu z małymi dziećmi, nie skupialiśmy się tak bardzo na tym, w których punktach programu nie uczestniczyliśmy w 100%, ale staraliśmy się bardziej ucieszyć tym - co do nas docierało pomiędzy karmieniem, noszeniem albo usypianiem Pawełka (2 lata) i Wojtka (5 miesięcy), bo starsze dzieci - Weronika i Grześ były pod opieką diakonii wychowawczej. Przemierzając po raz kolejny korytarz w drodze pomiędzy pokojem a bawialnią, z którymś z chłopaków na rękach, uświadomiliśmy sobie, że jest w tym wszystkim ukryty sens - Boża szkoła pokory i szukania dobra współmałżonka.

Jednym z wielu owoców tych rekolekcji było stanięcie w prawdzie, jeśli chodzi o to, co jest najważniejsze w naszym życiu, co nas może zniewalać i w końcu - czego się boimy. Zachęta księdza Mirosława do wypisania na kartce naszych lęków i ofiarowanie ich Bogu w czasie Eucharystii, wymusiła niejako nazwanie pewnych rzeczy w naszym życiu po imieniu, jak choćby lęk przed prawdą o nas samych.

Jakąś taką perełką była nasza małżeńska adoracja. Pisząc „perełka” mamy na myśli „radość spotkania z Najwyższym”. Na zakończenie spontanicznej modlitwy, Pismo Święte otworzyło się nam na psalmie 121, który, jak odkryliśmy jest wspaniały, a zaczyna się słowami:

„Wznoszę swe oczy ku górom:
skądże nadejdzie mi pomoc?
Pomoc mi przyjdzie od Pana,
co stworzył niebo i ziemię ...„

Można by powiedzieć, za ewangelicznym setnikiem: „nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, (...) lecz powiedz słowo, a mój sługa odzyska zdrowie” (Łk. 7,6-7). Oboje odebraliśmy słowa tego psalmu jako lekarstwo dla naszych serc, i wyraźną wskazówkę, gdzie szukać pomocy.

W czasie godziny świadectwa wyrażaliśmy nadzieję, że owoce rekolekcji będą trwalsze niż ból pleców Waldka, po wrzucaniu węgla wraz z diakonią górniczą :).
Już tydzień później mieliśmy przekonać się, że tak właśnie jest.
Otóż, w drodze powrotnej z rekolekcji zatrzymaliśmy się na kilka dni w Krakowie. W dniu wyjazdu do domu, schodząc rano do samochodu, zauważyliśmy, że ktoś włamał się do naszego samochodu i ukradł nam panel od radia. Panel panelem, ale gorsze było to, że była wybita szyba i nasz powrót do domu stanął pod wielkim znakiem zapytania. Sytuacja była o tyle beznadziejna, że w ciągu pół godziny musieliśmy wynieść się z akademika, a że samochód nie był na tyle sprawny, żeby przejechać nim 500 km drogi powrotnej do Swarzędza, trzeba było znaleźć mechanika w Krakowie (wiedzieliśmy gdzie jest Wawel i Stary Rynek :)).
I jak echo wracają słowa:

„Wznoszę swe oczy ku górom:
skądże nadejdzie mi pomoc? (...)
Pan cię strzeże,
Pan Twoim cieniem (...)
Pan będzie strzegł twego wyjścia i przyjścia ...”

I wtedy mieszkający w Krakowie, a dopiero co poznani na rekolekcjach Ania i Marek nakarmili nas i pokierowali do warsztatu, gdzie od ręki wstawiono nam nową szybę.
Dzięki ich pomocy bezpiecznie dojechaliśmy do domu, za co jesteśmy im bardzo wdzięczni.

Bóg jest wielki.
Ela i Waldek Majka
z Weroniką, Grzesiem,
Pawełkiem i Wojtkiem